Nadmorski poligon dla najlepszych
Po raz pierwszy w historii szkoły kadeci Technikum im. Stanisława Konarskiego w Nowym Mieście nad Pilicą ZDZ w Kielcach wzięli udział w Centralnym Zlocie Klas Wojskowych.

Tradycja corocznych spotkań najlepszych szkół mundurowych w Polsce trwa nieprzerwanie od 2016 roku. Tegoroczny Zlot odbył się na terenie Centralnego Poligonu Sił Powietrznych oraz Centrum Szkolenia Marynarki Wojennej w Ustce.
Wywalczona przepustka
Udział w wydarzeniu naszych kadetów nie był przypadkowy. Zaproszenia trafiły do placówek, które udowodniły swoją wartość, osiągając wysokie wyniki w turniejach Wiedzy o Wojsku Polskim, realizując projekty MON czy rywalizując w liczbie absolwentów wstępujących w szeregi wojska. Kadeci z Nowego Miasta otrzymali zaproszenie na zlot bezpośrednio po sukcesie, jaki odnieśli w Finale Ogólnopolskiego Przeglądu Musztry Klas Wojskowych w Zakopanem.
Przez dwa dni rywalizowały tutaj najlepsze drużyny klas wojskowych z całego kraju, wyłonione podczas wcześniejszych eliminacji wojewódzkich. Spośród 16 drużyn zwycięską okazała się reprezentacja z Nowego Miasta nad Pilicą.
– Rzeczywiście, nie musieliśmy przedstawiać innych naszych osiągnięć, aby dostać się na ten prestiżowy Zlot. Choć, nawiasem mówiąc, mielibyśmy się czym pochwalić – mówi opiekun grupy, mjr Roman Kacprzak.
To nie był zwykły, tygodniowy obóz szkoleniowy. Po pierwsze, zaproszeni zostali najlepsi z najlepszych – tylko 25 szkół z całej Polski. Poza tym program szkoleniowy, realizowany pod okiem doświadczonych instruktorów między innymi z 8. Koszalińskiego Pułku Przeciwlotniczego, Centrum Szkolenia Marynarki Wojennej, Jednostki Wojskowej FORMOZA, a także 6. Mazowieckiej Brygady Obrony Terytorialnej, był wyjątkowo dynamiczny i wymagający.
– Młodzież miała bardzo dużo zajęć praktycznych, a takie lubi najbardziej. W programie zlotu były szkolenia inżynieryjno-saperskie, obsługa symulatorów OPL, ewakuacja rannego z pola walki, sprawdziany na pasie taktycznym, strzelanie, rzut granatem czy walka wręcz – wylicza mjr Kacprzak.
Taktyka i sprzęt ciężki
Atrakcyjnym punktem programu były manewry z wykorzystaniem sprzętu wojskowego. Kadetów zaznajomiono z obsługą KTO Rosomak. To kołowy transporter opancerzony najnowszej generacji. Nie lada wyzwaniem było także zejście do wody z tratwy ratowniczej, zwłaszcza przy niskiej temperaturze powietrza i wody.
– Rzeczywiście, to były prawdziwe wyzwania, ale, jak sądzę, wszyscy uczestnicy zadowoleni są z tego, że tak poważnie potraktowano to szkolenie. To było fajne przeżycie i coś nowego – mówi kadet z Nowego Miasta, Jakub Woszczyk.
Jak podkreśla, wiele nauczył się przy ćwiczeniach z zabezpieczania Rosomaka.
– Instruktorzy podkładali atrapy bomb, uczono nas, jak znajdować ładunki wybuchowe i jak reagować, gdy znajdziemy bombę. Zaskoczyły mnie także ćwiczenia z posługiwania się kompasem. W lesie uczyliśmy się precyzyjnie wyznaczać kierunki, w jakich mieliśmy się poruszać – nie z GPS-em, ale właśnie z kompasem – opowiada Jakub Woszczyk.
Na długo zapamięta także ćwiczenia z zakresu zagrożenia chemicznego, gdy, ubrani w maski i odpowiedni kostium, w ciągu dziewięciu sekund mieli przejść przez dym radioaktywny.
– Brzmi poważnie, bo ćwiczenia tak właśnie były traktowane, ale chmura radioaktywna pochodziła z granatu dymnego, a przy każdym zadaniu obecni byli wyszkoleni instruktorzy – uspokaja mjr Kacprzak. – Zresztą ja i kolega, Kacper Dziocha, sprawowaliśmy dodatkową opiekę nad naszą dwudziestoosobową grupą kadetów, czuwając nad ich bezpieczeństwem fizycznym i psychicznym – dodaje major.
Doświadczenia na całe życie
Zajęcia trwały od wczesnych godzin rannych do wieczora. Dodatkowo zorganizowano także ćwiczenia nocne z bytowania.
– Tak, to było wyzwanie. Do drugiej w nocy uczyliśmy się, jak sobie poradzić i jak, przy minimalnym wyposażeniu, zorganizować nocleg w lesie. Nie było łatwo, ale zdobyliśmy nowe umiejętności. Wydaje się, że są one jeszcze bardziej potrzebne w dzisiejszych czasach, kiedy ciągle słyszymy o zagrożeniach. Dobrze jest mieć te umiejętności, ale chciałbym, aby przydały się tylko na obozach survivalowych – mówi Jakub Woszczyk i dodaje, że obóz w Ustce upewnił go, że zawodową ścieżkę życia połączy z wojskiem.






